Dziecko

O karmieniu piersią słów kilka i moje dwie historie

Sierpień 7, 2017

Ależ byłam mądra, gdy jeszcze nie byłam matką! Karmienie piersią nigdy nie wzbudzało we mnie prawdziwych emocji. Średnio przepadałam za matkami, które przy mnie karmiły, bo po prostu mnie to krępowało. Wiem, głupia byłam, bo przecież to takie naturalne… ale co tam mogłam wtedy na ten temat wiedzieć? Piersi kojarzyły mi się z czymś osobistym, a nigdy z tym, że można je wyciągać na zawołanie małego łysego faceta i to na dodatek jeszcze o każdej porze dnia i nocy. Dziś opowiem Wam o karmieniu piersią słów kilka a na dodatek tego moje dwie historie- każda inna.

Od 01.08. – 07.08. (więc dziś ostatni dzień) trwał Światowy tydzień karmienia piersią. Mogłoby się wydawać, że matka dwójki dzieci to już chyba wie na temat karmienia wszystko, a jednak nie do końca. Kto jest ze mną tutaj dłużej, to wie, że pierwszego syna piersią nie karmiłam, co nie znaczy, że nie był karmiony moim mlekiem. To nie jest post o dobroczynnym wpływie karmienia piersią. To jest post z cyklu real life.

 

Pierwsza droga mleczna

Do dziś wspominam ją jako jedne wielkie poświęcenie i męka, ale żałuję, że nie trwało to dłużej. Wróćmy do początków. Julian leżąc od urodzenia w inkubatorze otrzymywał butelkę. Najpierw z mlekiem modyfikowanym, a dopiero później sama wpadłam na pomysł widząc koleżankę z pokoju z laktatorem, że przecież też mogę odciągać i zanosić na oddział noworodkowy moje mleko. Szkoda, że położne nie podsunęły mi tego pomysłu wcześniej. Gdy po kilku dniach przywieźli mi w tym przezroczystym wózku Julka, ten nie wiedział o co przy tej piersi chodzi. Kombinacje alpejskie, nakładki bo przecież co niektóre znawczynie twierdziły, że mam płaskie brodawki i dziecko nie może złapać piersi, doprowadzały mnie do szału i łez. Julek darł się w niebogłosy, bo był głodny, ja sfrustrowana, bo nie chciał pić z piersi. Koleżanki z pokoju rzucały dziwnym spojrzeniem, że jak to nie mogę ogarnąć karmienia piersią, jak to takie proste jest. Z dnia na dzień- a leżeliśmy 11 dni było gorzej. Najgorzej chyba z moją psychiką, zwłaszcza, gdy widziałam matki karmiące piersią, a ja dzień po dniu przystawiałam Julka do piersi, a ten znów się darł i ja znów z tym laktatorem odciągałam i podawałam z butli. Tak wyglądały nasze pierwsze miesiące, a dokładnie 6. Tyle udało mi się wytrzymać. Odciąganie w dzień i w nocy, co 3, a co 2,5h karmienie. Plus był taki, ze byłam bardziej niezależna, bo Julka mógł karmić każdy. Tata, babcia, dziadek a ja mogłam w tym czasie iść spać, zrobić zakupy czy odskoczyć do fryzjera. To był chyba jedyny plus, bo oprócz tego dzień musiałam mieć zaplanowany tak, żeby zdążyć odciągnąć pokarm i dać synkowi zjeść.

Na dodatek terror ze strony mamy, ciotek i innych znawczyń, że przecież musisz karmić minimum przez 6 miesięcy, że to najlepsze, że dasz radę. Niby motywowały, ale ile przez to łez wylanych po nocach wie tylko mój mąż. Na widok matki karmiącej piersią dostawałam szału, zazdrościłam, że ja tak nie mogę. Przechodziłam depresję, o której mało kto wiedział. Poddałam się po 6 miesiącach zadowolona, że się udało chociaż w ten sposób.

Dziś jestem mądrzejsza i wiem, że mogłam walczyć o przystawienie Julka do piersi po wyjściu ze szpitala. Niestety wsparcia w tym temacie nie miałam żadnego. Dla mnie laktator był jedynym wyjściem. Po dwóch nieudanych próbach i płaczu Julka rezygnowałam i podawałam butelkę z odciągniętym mlekiem. Teraz wiem, że mogłam najpierw zaspokoić jego pierwszy głód a potem próbować przystawiać dalej do piersi. Wtedy nie wpadło mi do głowy, żeby udać się do doradcy laktacyjnego po pomoc. Może gdybym się nie poddała tak szybko to bym go piersią karmiła. Teraz pozostało mi tylko gdybanie. Na szczęście, moja druga droga mleczna rozpoczęła się i nadal trwa…

 

Druga droga mleczna

Gdy zaszłam w drugą ciążę, wiedziałam, że karmienie moim mlekiem drugiego syna poprzez odciąganie mleka laktatorem będzie niemożliwe. Czas po prostu mnie ograniczał i w głowie wymyślałam już sobie jakim mlekiem modyfikowanym będę karmić dziecko w razie niepowodzenia karmienia piersią.

Na szczęście się udało, Tymon został przystawiony do piersi zaraz po urodzeniu i od razu wiedział co ma z nią robić. Kilka dni później okazało się, że ma żółtaczkę i trafił pod lampy. Ja znów zestresowana odciągałam mleko laktatorem i zanosiłam mu, by pił moje mleko. Czacha moja się kotłowała od myśli i stresu, bo przecież on też odrzuci pierś. Nic bardziej mylnego. Tymon okazał się wielkim ssakiem, który picia z piersi i bliskości z mamą nie odpuści. Karmimy się już 5 miesięcy i zamierzamy do roku. Zobaczymy co nam z tego wyjdzie.

Trudy karmienia piersią

Generalnie mam wielki żal dla kobiet, które karmiły przede mną, bo żadna nie wspominała o tym jak karmienie piersią cholernie boli w pierwszych tygodniach. Ta czynność była wychwalana jako przepiękne chwile, których nikt nigdy by nie zamienił. Powiem jedno, gówno prawda. Owszem, może jest to wygodne, ale popękane i krwawiące brodawki nie kojarzą się pięknie. Za każdym razem, gdy nadchodziła pora karmienia miałam gęsią skórkę, łzy w oczach i zaciskałam zęby. Trwało to ok 2 miesiące, więc naprawdę długo w porównaniu do moich koleżanek. Na szczęście muszle laktacyjne i maść z lanoliną pomogły ukoić ból.

Karmienie piersią to też nie sielanka, bo jesteś przywiązana do dziecka praktycznie 24h na dobę. Nie pamiętam, czy odkąd pojawił się Tymon mieliśmy z Piotrem wychodne. Nie mówiąc już o tym, że jak sama chcę gdzieś iść to na góra 2h. Nie jedna teraz się będzie mądrzyć i powie, że przecież jest laktator. Ok, może i jest, ale jakoś przy drugim dziecku nie chce współpracować i nie ściąga mleka. Widocznie Tymon ma większe ssanie.

Nawet jak jesteś w domu, to też czasem nie zrobisz nic, bo dziecko chce tylko ssać i czuć bliskość, więc albo się z tym pogodzisz, że czasem nie ogarniasz bałaganu i obiad nie jest na czas, albo karmienie piersią nie jest dla Ciebie.

Niby wg. Najnowszych doniesień nie musisz patrzeć na to co jesz, ale ja zauważyłam, że pewne produkty źle działają na Tymka, a na dodatek zrobiła mu się jakaś wysypka. Może ma alergię na jakiś produkt?

No i na koniec najgorsze, czyli zapalenie piersi. Teraz już nie pamiętam ile razy je przechodziłam, ale przez pierwsze 3 miesiące przynajmniej raz w tygodniu. Paracetamol w apteczce i główka kapusty w lodówce to must have kobiety karmiącej piersią, a tym bardziej tej, która jest na początku tej drogi. Jeśli czujesz się osłabiona, masz gorączkę i bolą Cię wszystkie mięśnie wiedz, że coś się dzieje… Zapalenie piersi dostawałam z każdego błahego powodu. Przewianie, ucisk, uderzenie przez starszaka, nawał pokarmu itd. Na szczęście wszystko się unormowało. Przed wychodzeniem z domu podczas brzydkiej pogody owijałam piersi pieluchą tetrową, by się nie przeziębiły biedulki dwie.

Karmienie w miejscach publicznych może powodować zgorszenie i głupie komentarze w Twoją/Waszą stronę. Niestety, ale musisz się z tym pogodzić, że piersi karmiące głodne dziecko wzbudzają więcej negatywnych emocji, niż roznegliżowana panna na bilbordzie.

 

Co jest ważne?

Wiedza na temat kamienia piersią jest bardzo istotna. Przy pierwszym dziecku wiedziałam zdecydowanie na ten temat za mało. Przy drugim już trochę więcej, ale samo doświadczenie uczy i jeśli chcesz karmić piersią długo powinnaś zasięgnąć porady doradcy laktacyjnego lub poczytać kilka fajnych blogów na ten temat.

Drugim ważnym elementem jest wsparcie najbliższych. Gdyby nie mój mąż, mama, teściowa i koleżanki pewnie już bym się poddała na samym początku. Ból jaki sprawiało mi karmienie piersią był nie do opisania, zwłaszcza w dni, których miałam zapalenie piersi. Dzięki ich ciągłemu powtarzaniu „to minie, wytrzymaj” mogę karmić do dziś i dłużej. Wsparcie męża przy opiece nad dziećmi podczas gorączki w trakcie zapalenia piersi była nieodzowna. Przygotuj partnera na takie sytuacje.

Trzecim i ostatnim elementem jest zaciśnięcie zębów w pierwszych dniach/ tygodniach / miesiącach. Każda z nas jest inna i u każdej trwa ten okres przygotowawczy w różnym czasie. Jeśli chcesz karmić piersią to będziesz, tylko się nie poddawaj. Upływający czas jest tutaj sprzymierzeńcem.

Trzymam za ciebie kciuki i wspieram Cię duchowo.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to możesz mi zrobić dobrze jedną z poniższych opcji 🙂

  • zaobserwuj lub udostępnij mój fanpage
  • zostaw komentarz
  • dołączysz do nas na Instagramie 🙂

 

You Might Also Like

Ta strona używa plików cookies w celu zapewnienia statystyk i pełnej funkcjonalności bloga. Nie masz nic przeciwko? Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close